Trudna sprawa, bo tak z głowy to ciężko opisać...
Modele wieloczęściowe są wredne do malowania, faktycznie. Zwłaszcza te histiryczne z przeróżnymi szmatami/płaszczami.
Nie mam jednej rady dla wszystkich, ale ogólnie to dobrze jest sobie zaplanować malowanie. Tak, jak zwykle malowanie, dzięki temu wiadomo, które elementy zostawiamy sobie na później i mogą być zrobione samym podkładem.
Generalnie to ja się zabieram za model od strony typowo technicznej, czyli najpierw sobie go szlifuję i obrabiam, potem sprawdzam wszystkie części na styk i ich spasowanie. Na tym etapoie widzę, gdzie dojdę pędzlem, gdzie trzeba zalepić dziurę, a gdzie wystarczy tylko wsadzić drut i skleić.
Malowanie modelu segmentami bardzo ułatwia pracę, o ile się nie uszkodzi nic podczas takiej roboty. Dlatego też gdy mam model na pinach, to te piny muszą być idealnie zrobine, a dany element musi wchodzić idealnie na swoje miejsce tak, by nie było tam żadnej szpary i niedokładności. Dwie gotowe części, klej i wsywamy rękę, która po przyklejeniu po rpsotu pozostaje na swoim miejscu. Mowa oczywiście o pomalowanym elemencie. Tutaj jest to trudne, bo wymaga czystego sklejenia. Ale da się. Natalka tak robiła w swoim filmie z Teclisem, gdy go gotowego przez woreczek chwytała i na drutach do gotowej podstawki wklejała.
Jeśli tego nie mogę zrobić w jakimś modelu, to staram się nie malować tych elementów.
Niestety, z płaszczami jest gorzej, bo od spodu nie da się zawsze dojechać wszędzie. A poza tym ich kształty są często fantazyjne, bo rozwiane na wietrze i takie tam... Rozwiązaniem może być cień, czyli "tam pod spodem nic nie widać, może być czarno", wtedy po przyklejeniu można zwyczajnie miejsce łączenia od spodu zamalować. Od góry musi być idealne spasowanie, nie ma innej rady. Płaszcz malowany oddzielnie, przymocowany do trzymadełka w miejscu, w którym może być "dotykany" i poprawiany.
Jeśli nawet po sklejeniu dwóch części zaistnieje ryzyko, że coś się zapaprze, uszkodzi, to wtedy tych elementów nie maluję w całości albo zostawiam sam podkład na kawałku. Po sklejeniu kończę robotę modelarską (zalepianie, wyrównywanie), a potem normalnie maluję te elementy tak jak mają być. Łatwiej jest domalować fragment elementu tak samo, jak obok, niż poprawiać odprysk do gołego metalu, który zostawia nam "schodek" z wartsw farby. Wtedy jest kicha, gdy gotowy element się obnije, a jeszcze nie jest przyklejony
Przy każdym modelu i tak i tak jest inaczej...
Co do Twoich modeli... To duża skala, więc części są dość grube i można wiercić.
Wikinga bym zrobił w całości z założonymi rękami i podstawką, czyli ogólną bryłę, bez doklejanych i wystających elementów (tak jak już to sea-man wspominał). Lepiej się to łapie, lepiej się tym obraca i w ogóle jest to zbita masa figurki. Straszna porażka, że głowa jest odlana razem z górą płaszcza, poroniony pomysł...
Tarczę i płaszcz oddzielnie, potem bym dokleił. Najpierw jednak dopasowałbym płaszcz i zrobił pin w plecy (albo w górną część, jeśli się da), z tarczą tak samo, pin w płaszcz gdzieś tam. Albo jeszcze inaczej. Płaszcz na wylot i jednym pinem przyszpilić tarczę z płaszczem do pleców. Myślę, że płaszcz najpierw bym spasował cały, potem pomalował podkładem i wybranym kolorem od spodu, a wierz zostawiłbym goły, metalowy. Po przyklejeniu zalepiłbym szparę z tyłu z wierzchu i potem dopiero wyrównał, wygładził i malował. Nie wyobrażam sobie malować tego płaszcza na gotowo i go sklejać, a potem zalepiać szparę... O ile oczywiście dobrze to widzę z fotek. Mało tego, na pociechę jest fakt, że tarcza przychodzi na górę i dużo zakryje
Templariusz jest trudniejszy, bo ma płaszcz z kilku części, ale zobacz, że na fotce łączenia tuniki pod płaszczem mają szparki, jak gdyby miały rozcięcie (lewe udo na fotce). To oznacza, że możesz mu przednią szmatkę malować oddzielnie, potem ją szpilą wbić w... ups, podbrzusze

Z pozostałymi szmatami też można tak zrobić. Miejsca łączenia i kąciki można potem poprawić delikatnym washem, żeby tam cienia dodać.
Tarczę bym malował oddzielnie i wkręcił w gotową pomalowaną łapę, normalka.
W sumie podobnie, jak z Wikingiem: korpus, nogi i podstawka, do tego łapy na druty, szlifowanie, zalepianie i wiercenie, spasowanie elementów przyklkejanych na końcu i dopiero malowanie.
Pamiętaj też, że pomalowany element jest grubszy, więc jak zalejesz dziury farbą albo piny zamalujesz, to może Ci ciaśniej wchodzić na koniec, a to grozi frustracją, naciskiem na element i... Wolę nie kończyć
Tyle z fotek mogę strzelić, bo gdybym miał to w łapach, to dokładniej bym się wypowiedział pewnie

Mam nadzieję, że nie namotałem za mocno
