Poki co stosuje nastepujace rzeczy ,zeby gladkosc byla zadowalajaca :
-przygotowanie figsa ... Czyli papiery scierne (do 1200) + w przypadku metali wata stalowa .Czesto gesto cisne ostro papierami nawet gladkie plaskie powierzchnie np: sciany drednotow itp.
-dalsze przygotowanie figsa ... Czyli mycie (mydlem) ,osuszenie ... od tej chwili nie tykam lapami ,a figs zawsze spoczywa na gabce ,przed malowanie zazwyczaj pozbywam sie kurzu jezeli takowy osiadl . Podklad zawsze wale spreyem ,a baze nanosze aerografem .
-Korek ... w koncu sie przekonalem/przyzwyczailem do malowania nie trzymajac figsa w lapach .
-Samo malowanie ... tu chyba najlepiej jest ,bo w miare opanowalem robic gladkie przejscia ,a zeby jeszcze to poprawic zazwyczaj rezygnuje z dodawania bialej przy rozjasnianiu np: do zielonego daje kommando khaki .Niebieski robie przykladowo od ciemnej bazy dodajac niebieskiego ,a tylko ostateczne rozjasnienia/krawedziowanie robie z bialy .Nie wiem moze to tylko mnie sie tak robi ale prawie kazda farbka + bialy to mordega z robieniem gladkich przejsc (Ana chyba wspominala na swoim blogu zeby to robic bokiem pedzla(?) wtedy jakos lepiej to wychodzi ,bo szpicem to lipa lekka
-Na koniec zazwyczaj jeszcze wygladzam troche lakierem matowym ...
chyba wszystko z grubsza ... no i teraz pytanie jak osiagnac mega hiper gladkosc malowania





