Jakże miłym zaskoczeniem był dla mnie widok dwóch rzędów stołów bitewnych, wypełnionych po brzegi graczami i miłośnikami gier PP z prawdziwego zdarzenia. Widok ten był dla mnie na tyle inspirujący, że postanowiłem nieco przybliżyć Wam przebieg mistrzostw w swojej własnej, nieco mniej oficjalnej i na pewno dość subiektywnej relacji. Bez zbędnego owijania w bawełnę ? jedziemy!
A jechaliśmy dobre 3 godzinki. Ściśnięci w jednym przedziale z nie zawsze przyjaźnie nastawionymi osobami trzecimi, ja, Młody oraz Simon, w końcu dotarliśmy do Warszawy Centralnej. Kilka dni wcześniej ustalałem ile zajmie nam podróż do Hali Pileckiego, ile pociągiem, co powinno kosztować tyle, a tyle, i takie tam drobnostki. Po wstępnych wyliczeniach doszedłem do wniosku, że jeśli cokolwiek i w jakikolwiek sposób pokrzyżuje nam plany choć na niewielkie 5 minut, to nasz udział w turnieju stanie pod wielkim znakiem zapytania. Na szczęście bez żadnych przygód dotarliśmy do metra, a stamtąd pognaliśmy w te pędy na Halę Pileckiego. Będąc dokładnie na styk, ?zalogowaliśmy? się w recepcji i przywitali z właśnie nadchodzącym Mortimerem, który zaprowadził nas na miejsce, gdzie za około 10 minut miał rozegrać się turniej.
Jako, iż mistrzostwa były ulokowane podczas konwentu ?Warsaw Open?, wielka hala gimnastyczna wypełniona była najróżniejszymi atrakcjami ? przeważnie dla miłośników nieco innej formy rozrywki. Można więc było rozegrać kilka partyjek w Go, Szachy, Warcaby, karty, Scrabble oraz wiele innych gier towarzyskich.
Click to see full-sized imageSektor graczy Texas Hold'em (karcianka). Jak widać, pojawiło sie sporo nieco starszych wyjadaczy
Click to see full-sized image
Click to see full-sized imageW bocznej sali można było również skorzystać z uciech gry w ruletkę ( po lewej). Ja i ogromny model Sokoła Millenium (z prawej)
Moją uwagę zwróciły jednak dwa dość długie rzędy stołów, przy którym już kłębiła się spora zgraja spragnionych wielkiej rzezi graczy
Jak się okazało po wstępnych rozmowach i obserwacjach, ilościowo graczy można było podzielić przede wszystkim na część warszawską (16), bydgoską (14) i inne. Ze śląska przyjechały łącznie 3 osoby (czyli my), z Krakowa jedynie Tatar oraz sporadycznie z innych miast, takich jak Poznań, czy Wrocław. W sumie było nas 41, co uważam za wynik naprawdę rewelacyjny ? z uwagi na dość niewygodny dla wielu graczy termin (sesje poprawkowe, rok szkolny), godziłem się z myślą, że łączna ilość uczestników nie przekroczy 20. A tu taka piękna niespodzianka!
Obecnie aktywnych graczy WM?ki oraz Hord w Polsce nie można policzyć już na palcach jednej ręki, jak było to dawniej. Myślę, że na obecną chwilę jest to 100- 120 osób. Jeśli za rok uda się ponownie zorganizować mistrzostwa, to liczę na obecność co najmniej 40 uczestników więcej.
Click to see full-sized imageWidok stołów i graczy przed rozpoczęciem spotkania
Click to see full-sized imagePierwsza potyczka
Click to see full-sized imageNajjaśniej błyszczącą gwiazdą spotkania okazała się Ewolucja przywieziona przez TaTaRa. Oj, było na co popatrzeć...
Dość statystyk. Rozpoczynamy pierwszą bitwę! I tu pojawiło się kilka drobnych, acz irytujących problemów. Po pierwsze ? na sali nie zauważyłem obecności ANI JEDNEGO sędziego. Tak, była to sprawa dość podejrzana. Od razu sprostuję, jeśli ktoś ma wątpliwości ? nie można powiedzieć, że nie dało się grać. Gracze pomagali sobie wzajemnie i wszelkie niesnaski można było rozwiązać naprawdę pokojowo. Aczkolwiek czasami brakowało mi kogoś, kto podszedłby do stolika i powiedział jasno na czym polega dany scenariusz i rozstrzygnął ewentualne spory. Tu zaś pojawia się drugi zonk ? często nie wiadomo było na czym tak naprawdę gramy. Informacje rozchodziły się, co prawda, szybko ? ale i chaotycznie. Na całą salę mieliśmy tylko jedną kopię z rozpisanymi scenariuszami Steamroller?a. Kolejny problem ? druga bitwa nie figurowała w zasadach Steamroller?a 3.0! Dodatkowo, mniej więcej po drugiej rundzie okazało się, że nie liczymy VP! Cóż, policzyłem do ostatniej potyczki, a o wyżej wymienionej nowince dowiedziałem się dopiero w domu. Ale i tak tego typu bolączki niemal w ogóle nie wadziły grze. Najgorsza była natomiast nieprzewidywalna ilość rund. Tak naprawdę nikt do końca nie wiedział ile tur jeszcze rozegramy, przez co kilka osób musiało wcześniej lecieć. Ostatecznie bitew było 5 + 1 gra Simona z Xellosem o tytuł mistrza Polski. O tym za chwilkę.
Click to see full-sized imageMortimer i jego panel sędziowski.
Ilość rund była dosyć spora i po trzeciej bitwie większość graczy zaczęło dopadać zmęczenie i ogólna frustracja, wynikająca z poprzedniej przypadłości. Na szczęście przerwa między 3, a 4 turą liczyła sobie ok. 40 minut, dzięki czemu można było zjeść ciepły posiłek w stołówce, wliczony w koszty uczestnictwa na konwencie.
Sama lista scenariuszy wyglądała następująco:
-I bitwa ? Assasination
-II bitwa ? King of the Hill
-III bitwa ? sory, ale nie wiem jak nazywał się ten scenariusz (to chyba ten nie-ze-Steam?a 3.0) opiszę dokładniej później, na życzenie
-IV bitwa ? Pendulum
-V bitwa ? No Man?s Land
Click to see full-sized imageKing of the Hill
Click to see full-sized imageTaTaR po potyczce z Simonem w II bitwie. Niestety, i tym razem Cryx okazał się być przebieglejszy od Kręgu Orborosu...
Click to see full-sized imageGusio i Simon tuż przed rozgrywką półfinałową.
Warto spojrzeć jednak na to, z CZYM ludzie ściągnęli do stolicy. A jest o czym rozmawiać. Na tyle, że postanowiłem podzielić ten opis na dwie części ? modelarską oraz strategiczną.
Najpierw co nieco o strategii. Muszę przyznać, że podczas naszej 3-letniej przygody z bitewniakami PP, nigdy nie byliśmy świadkami takiego powergamingu co podczas sobotniego turnieju. Tak, zaraz kilka osób zbuntuje się i zmiesza mnie z błotem , ale jak dodałem na początku ? to jest MOJA recenzja i jest ona dość subiektywna. Wracając do sedna ? gracze tworzyli 3 grupy ? początkujących, normalnych oraz powergamerów. Wiele osób przyznawało się do faktu, iż jest to jeden z pierwszych turniejów w ich życiu i nie miało złożonej w pełni śmigającej armii. Zaskoczył mnie natomiast fakt, jak pomocni okazywali się inni, bardziej doświadczeni, gracze ? pomagali w grze, uczyli na bieżąco, dawali wskazówki na przyszłość. Nie powiem, było to bardzo, bardzo miłe i zupełnie rozbieżne z tym, co widzimy czasami np. na turniejach Warhammer Fantasy Battles. Potwierdziła się teza, że ważniejszy jest udział, niż zwycięstwo ? wiele osób na pewno powróciło do domu z nowymi pomysłami na grę i jeszcze pozytywniejszym nastawieniem do systemu.
Click to see full-sized imageArmia Menothu jednego z początkujących graczy (Blacha?).
Druga grupka, w której skład wchodziłem między innymi ja. Grupa zwykłych graczy, grająca na swoich własnych ,niczym nie wyróżniających się rozpiskach. Ot, standardowy przekrój armii, złożony bardziej na turniej, niż na klimat, ale bez żadnych przegięć. I fajnie.
Trzecie grupa?ojj, tu zaczynało się robić naprawdę niesmacznie. Nie przygotowani na tak mocny powergaming, przyjechaliśmy z naszymi dość standardowymi ropiskami i byliśmy tym faktem dość niemile zaskoczeni. Ja osobiście (a zresztą ? także i masa innych graczy), byłem wściekły na samograje Orborosu (zdjęcie poniżej), z którymi np. Cryx na Covenie (to ja!) miał naprawdę marne szanse wygrać. Cóż?3 razy pod rząd trafiłem na to samo, druidzkie gówienko i 3 razy siedziałem jak wryty, nie mogąc nawet kiwnąć palcem na dziejącą się na stole masakrę. Ok., mój błąd ? nie miałem drugiej rozpy (brak figurasów). Dwa mecze udało mi się wygrać ? reszta należała do Obory. Mój brak szczęścia sięgnął zenitu?
Click to see full-sized imageJedna z rozpisek Xellosa. Podobny skład armii był charakterystyczny dla każdego Orborosu obecnego na turnieju.
Warto również zauważyć, że kultura gry była bardzo wysoka i należą się brawa dla wszystkich, biorących udział w mistrzostwach, graczy. Nie uświadczyłem ani jednej kłótni, a wszystkie problemy rozwiązywano na spokojnie. Fair play pełną parą ? u nas rzadko się tak zdarza?
Teraz przejdźmy do kwestii wyglądu armii. Tu czekało na mnie kolejne miłe zaskoczenie. Armie były bardzo urozmaicone i obfitowały w wiele oryginalnych, rzadziej używanych jednostek. Przykładem jest choćby konnica, której u nas na Śląsku używa dosłownie jeden gracz. Wiele osób posiadało w swych szeregach dość sporo nowości, takich jak chociażby Gatormeni, czy piraci. Korzystano bardzo często z całkowitych nowości, nie pozostawiając ich pod przysłowiowym ?rąbkiem tajemnicy?. Podsumowując ? było na co popatrzeć.
Malowanie to osobna kwestia. Tu bywało już różnie. Raz był to widok standardowych ?sreberek?, kilka razy dojrzałem jedynie posprayowanych wojowników, ale zdarzały się i również bardzo efektowne armie. Przykładem są chociażby trolle pokazane na zdjęciach poniżej (sory, nie pamiętam kto był ich właścicielem ? jeśli się tylko znajdzie, proszę o kontakt, a sprostuję treść artykułu).
Pozytywnie zaskoczył mnie również wygląd stołów ,na których przyszło nam rozgrywać "mistrzowskie" bitwy. Każdy stół wyglądał niemal identycznie i w jego skład wchodziła zazwyczaj jedna, większa - kamienna góra, kilka wzgórz, 1-3 płotków oraz 1-3 lasów(jako templejty z dwoma drzewkami, aby było wiadomo o co chodzi). Ich wygląd był bardzo schludny i miły dla oka. Nie uświadczyłem tak często spotykanych szpetot w stylu pomalowanego na zielono styropianu udającego górkę, czy masy ni to płotków- ni to domków z odpadającymi kawałkami szpachlówki. Pole każdej pary wyglądało niemal tak samo , przez co całość wyglądała jednolicie i nikt nie miał przewagi terenowej nad innym stołem. Wielki plus.
Myślę, że nie warto więcej wspominać o armiach bez pomocy nieodzownych zdjęć, stąd też zapraszam do ?galerii? poniżej.
Czym grali ludzie? Widziałem sporą ilość Orborosowych samograjów, bardzo dużo Cryx?ów, Khadoru, Cygnaru oraz?trolli (jak dla mnie ? zaskakujące). Nieco mniej było już Menothu, Everblightu. Najemne armie były tylko dwie, a Skorne?cóż, Skorne?u po prostu nie było
Click to see full-sized imageTak naprawdę to przyjechałem jedynie po to, żeby polansować się moim kuferkiem z makro-kesza...a niby antyk, ajt? ;P
Click to see full-sized imageGatormeni byli jedną z wielu nowości obecnych na stołach.
Click to see full-sized imageWspaniale prezentująca się konnica Khadoru
Click to see full-sized imageCryx Simona
Click to see full-sized imageWięcej drewna?
Click to see full-sized imageKonnica Everblightu
Click to see full-sized image
Click to see full-sized imagePiękna armia trolli budziła zachwyt każdego obserwatora. Zwróćcie uwagę na kolekcjonerski model Dire Trolla oraz smaczki takie jak kapelusz Angusa.
Click to see full-sized imageMój wpół- zielonotosyczny Cryx. Jakież było zdziwienie graczy, gdy na pytanie o "podkład" odpowiadałem, że tak ma wyglądać gotowa armia
Najbardziej pasjonująca okazała się przede wszystkim sama końcówka spotkania, kiedy to okazało się, że Simon oraz Xellos muszą walczyć o tytuł Mistrza Polski. Trzecie miejsce zajął Gusio ,który mecz wcześniej po dramatycznie w wyglądzie walce zremisował z Simonem. Mecz finałowy rozegrany został oczywiście na zasadach totalnej, bezpardonowej nawalanki. Walka była dość długa, jednak bardzo intensywna i ciekawa w swym przebiegu. Ostatecznie jednak Cryx musiał ustąpić sile Kręgu Orborosu i zadowolić się drugim miejscem. Tegoroczne Otwarte Mistrzostwa Polski Warmachine/Hordes należą do Xellosa i jego Krugera
Click to see full-sized imageWidok z lotu Urbika na starcie tytanów
Click to see full-sized imageTONIGHT WE DINE IN HELL!!!
Click to see full-sized imageZła mina do dobrej gry, czyli Młody jako najlepszy pasterz trolli w Polsce!
Click to see full-sized image
Click to see full-sized imageGusio - III miejsce oraz tytuł najlepszego gracza Khadoru w Polsce. Nagroda - Deneghra w wesji kolekcjonerskiej (żywica)
Click to see full-sized image
Click to see full-sized imageSimon - II miejsce oraz tytuł najlepszego gracza Cryxu w Polsce. Nagroda - Slayer w wersji kolekcjonerskiej (żywica)
Click to see full-sized image
Click to see full-sized imageZwycięzca nad zwycięzcami, gracz nad graczami - Xellos - I miejsce oraz tytuł najlepszego gracza Kręgu Orborosu w Polsce. Nagroda - 1000zł na armię.
Click to see full-sized imageUrbik - 33 miejsce, tytuł największej lamy ze śląskiej delegacji oraz autor tejże relacji. Chlip, nawet kuferka z czekoladkami Solidarność nie dostałem...
Na podsumowanie ? mimo kilku drobnych wpadek organizacyjnych oraz nieprzyjaznego graczom terminu spotkania, Pierwsze Otwarte Mistrzostwa Polski Warmachine/Hordes zaliczam do bardzo, ale to naprawdę bardzo udanych imprez. Podobnie jak wszyscy pozostali gracze, bawiliśmy się doskonale i tak naprawdę nie gra, a sama nasza obecność była dla nas najważniejsza. Poznało się wiele ludzi z przeróżnych for internetowych , których znaliśmy dotychczas tylko z avatarów i dziwacznych ksywek. Wymieniliśmy cenne uwagi i doświadczenia, tak ważne dla kolejnych bitew i turniejów. Zauważyliśmy, że systemy te właśnie wychodzą, a może nawet i wyszły już poza nazwę ?niszowe?. Wszyscy wróciliśmy do domów z nowymi pomysłami i nauczeni na błędach, wrócimy znowu za rok. Tym razem będzie nas jeszcze więcej. I będziemy lepsi. Znacznie lepsi.
Pozdrawiam
Urbik
P.S. Zapomniałem oczywiście o jednej z ważniejszych rzeczy







