Hmm... pierwszy model mi się nie podoba za bardzo, pewnie dlatego...
Za to pan z mackami jest zacny, na tym modelu możesz się wyżyć i pokazać na co się stać

albo się pogrążyć w depresji na 300 godzin malowania
mackonaute do wody, niby ze sie wynurza z odmetow
przynajmniej unikniesz glupich pytan jak przy moich pocyckach:
1. HuriKhan - a jak ta glowa przesuwa sie po stole? (niby ze do gry)
2. slayer - a to takie trofeum mysliwskie jak glowa jelenia na scianie?
trzeba kochac rodzine...
Nic mi nie mów, raz przez 15 minut tłumaczyłem koleżankom co to za hobby.
- "Ale po co to robisz ?"
- no bo sprawia mi to przyjemność i się relaksuje przy tym
- "ale jak to ?"
- No, normalnie. Jedni mają rybki, inni grają w WOWa, część lubi zespół Fell, część Mode na sukces, a ja maluje figurki.
- "No i co z nimi robisz potem ?"
- Nic, stoją i ładnie wyglądają, a czasem pojadę z nimi na konkurs.
- "i co, dużo można wygrać... ?"
- No nie, to bardziej zabawa, a nagrody są symboliczne.
- "Ale jak to ?!"
-
I pamiętne zdanie zamykające - "...ale jak będą przychodziły do ciebie laski, to nie pokazuj im tego, no przynajmniej nie od razu, bo pomyślą, że jesteś giejem ..." aaaaaa ha ha
No masakra to jakaś była, ale cóż poradzić, niektórych lubisz bezwarunkowo
Dobra, koniec tego offtopu.
Maluj Marto, maluj, zabierz coś na Hussara.