Cala ironia polega na tym, ze od 10 lat zbieram Skaveny (najpierw wspolnie z bratem, ktorego pozniej "zepchnalem" na inna armie), ale to co teraz ogladacie, to rezultaty od jakiegos 1,5 roku ledwie.
Caly czas sie uczylem na swoich ludkach, dlatego pozostala czesc kolekcji jesli nie jest srebrna, to wyglada jak jeden kolaz zakupow z allegro:) Niestety, w wiekszosci mojego autorstwa
Ale teraz, kiedy juz zaplanowalem sobie prawie kazdy detal i technike pracy, to dostrzegam jeszcze inny aspekt malowania wlasnej armii. Po prostu realizuje plan, nie musze sie pocic nad nowymi kolorystykami, czy jakie techniki wykorzystac. Konwersje odkladam na pozniej, jak pomaluje to, czym musze grac. A co chyba najwazniejsze, naprawde milo sie robi na sercu, kiedy kolorowa gablotka rosnie w oczach
W domu wlasnie powolutku przygotowuje stol, wiec jak bedzie okazja zwiezc wszystko spowrotem to na pewno potrzaskam pare fotek.
Dzieki za mile slowa, to zawsze motywuje do dalszej pracy
