Czas na historyjkę z SoD
Swoją podróż do Warszawy "przemilczę", bo kto by chciał słuchać o chrapiącym w kuszetkach całą noc Francuzie albo o Japończyku zażywającym w korytarzu wagonu porannej gimnastyki zaraz po przebudzeniu i wygramoleniu się z przedziału obok z empetrójcą i słuchawkami w uszach... To że się po chwili dołączyłem do niego ze swoim ziewaniem, strzelaniem kostkami i karkiem to już pominę

Tyle z mojej gimnastyki, na skłony z wymachem ramion i przysiady niestety było dla mnie za ciasno, a i ludzie chodzili, a ów Japończyk (chyba Japończyk, taki podobny...) sięgał mi ledwie do brody, więc dla niego było sporo miejsca

A śmiechu było trochę, jak mnie spostrzegł... Sympatyczny człowiek. Miły poranek, jego też pokierowałem, gdzie ma wysiąść, ale przynajmniej zapytał o Dworzec Centralny. Na moje szczęście obaj mówili po angielsku, więc jakoś się dogadałem, bo inaczej by była kaplica. Jako że ja sam w pociągach nie sypiam w ogóle, to miałem przez całą noc jakieś urozmaicenie od stukotu kół i pisku kół przy hamowaniu od Kolegi Francuza. Z rańca samego - oczywiście po poinstrowaniu Francuza, gdzie wysiadamy i gdzie w ogóle jest wg "biletu" z kilkoma pieczątkami, numerkami i tekstem "Berlin-Warsaw" napisanym długopisem - udałem się w poszukiwaniu środka lokomocji jadącego w kierunku Rakowca, mając nadzieję, że on się nie zgubi w podziemiach dworca...
Po drodze szybkie śniadanie w deszczu, no i wreszcie DK "Rakowiec". Było już tam parę osób, wylegiwały się na piętrze. Jako że jeszcze było sporo czasu - przed 10:00 zdaje się, to i pogadaliśmy sobie, podratowaliśmy trochę figurki, które w transporcie lekko się poobtłukiwały itp.No a już potem, kiedy się towarzystwo malarskie zaczęło schodzić, to jakoś wszystko ruszyło. Od samego rana było wiele ganiania, więc każdy musiał mieć mnóstwo rąk i oczy dookoła głowy.
Konkurs - no cóż, nie ma co się za wiele rozwodzić. Wypalił i to jest najważniejsze. Ja tam się cieszę, a niedociągnięć troszkę było, ale wynikały one raczej z tego, iż był to pierwszy konkurs, nowi ludzie, nowe miejsce, wszystko robione na żywca i z dużą improwizacją. Mahoń z Namelessem i Bohunem oraz ekipą z DK ogarnęli wszystko w szybkim tempie, przygotowali stanowiska, miejsca na figurki i sprawnie zaczęli przyjmować zgłoszenia. W sumie do samej organizacji zastrzeżeń mieć nie można, bo każdy na miarę swoich możliwości robił co w jego mocy było, ogarniając swoje podwórko. Mówiło się o tym, że od przyjęcia prac do ogłoszenia wyników mija ok. 5-6 godzin, no ale trzeba było zrobić First Cut, potem jeszcze wybrać te najlepsze prace, więc czas zleciał sędziom na tych czynnościach. A w dostępnych warunkach nie mieli lekko, na koniec jeszcze organizowali sobie przecież stół z oświetleniem, żeby się dokładnie pracom przyjrzeć. Każdy właśnie wtedy miał czas dla siebie, z którym mógł zrobić, co chciał. Niżej na piętrze miało być granie i nauka bitewniaków, ale to już była również inicjatywa samych graczy... A że pusto trochę było, to już ich sprawa. Organizatorzy udostępnili salę do grania, stoliki na karcianki, był nawet mały sklepik z książkami i koszulkami, no i duża sala do malowania.
A na sali konkursowej tłumy. Widać, że taki konkurs przyciąga ludzi i wzbudza zainteresowanie. Poza tym często dochodziły do mnie słowa samych graczy oraz gapiów, którzy szczerze się cieszyli, że nie tylko produkty GW mogły być zgłaszane do konkursu. Pozytywnych opinii dało się słyszeć jeszcze więcej, widać, że ludzie się garną do tego hobby.Na plus należy także zaliczyć bufet na samym dole. Można było cos zjeść, usiąść na chwilę i pogadać sobie. Ceny bardzo przystępne, więc nikt z głodu w samym DK by nie umarł. W sumie większość czasu ludzie spędzali na sali z figurkami - odniosłem wrażenie, że ten konkurs był gwoździem programu, bo inne punkty całej imprezy były mniej atakowane. Zresztą - z wiadomych przyczyn. Na co jeszcze zwróciłem uwagę? Na bilety. Nie chodzi mi tutaj zaraz o 10zł za wjazd, bo to nie majątek, ale chociażby o to, że nikt tego potem i tak nie sprawdzał. Niby normalne, że na konwenty i konkursy wszelkiego rodzaju jakiś tam bilet trzeba kupić i potem przy ponownym wejściu na teren obiektu jest to sprawdzane, ale tutaj można to usprawiedliwić naprawdę tym, że to był pierwszy raz i każdy był zaaferowany. Niemniej jednak ktoś może pomyśleć, że bilet nie był potrzebny... być może w niedzielę to się zmieniło - nie wiem, bo papierek był na całą imprezę dwudniową, mówię tylko o samej sobocie. Jeśli chodzi o utrzymanie porządku - uważam, że każdy się zachowywał na tyle kulturalnie, że nie były potrzebne żadne interwencje i upomnienia. Całość przebiegła zgodnie z planem, czasowo się wszyscy wyrobili i nikt nie narzekał za wiele. Co prawda wyniki można już było ogłosić ok. 17:00, przez co zaraz podniósł się lament u niektórych, że jeszcze trzeba godzinę czekać i żeby przyspieszyć. OK, zrozumiałe, ale jeśli ktoś wyszedł sobie gdzieś w miasto i wie, że wyniki są o 18:00, to mają być o 18:00. Raczej dobrze, że zostało parę chwil na odsapnięcie, lepiej mieć trochę czasu w zapasie przecież... Poza tym na spokojnie można było przygotować stolik z nagrodami i niczym się nie stresować. Dobrze, że awaria oświetlenia była drobnostką
No i tyle w sumie... Ja uważam, że cały dzień zleciał mi na tyle miło, na ile się dało. A wspólne malowanie było bardzo sympatyczne, dowiedziałem się paru rzeczy, pooglądałem sobie wyroby od Przemasa, dowiedziałem się, czemu można malować bez podkładu (tak, tak

), popatrzyłem Ani na ręce jak maluje i każdy był zadowolony. Wręczenie nagród przebiegło bardzo sprawnie i płynnie - sam dyrektor (?) Domu Kultury był pozytywnie zaskoczony ilością ludzi związanych z tym rodzajem modelarstwa. A co do charakterów pisma uczestników - następnym razem trzeba im kazać pisać drukowanymi i już
Co bym zmienił? Jako że biegałem wszędzie, to może i nie wszystko zdążyłem dojrzeć, ale myślę, że poza takimi "normalnymi" sprawami, jak przesunięcia czasowe, koordynacja poszczególnych wydarzeń w ramach jednej imprezy jest wszystko do ogarnięcia z czasem, jak się wszystko dotrze. Wiadomo, że zorganizowanie takiej imprezy to duże koszty i wysiłek organizacyjny, więc duże brawa dla ludzi z Warszawy za to, no i podziękowania dla naszych/tutejszych za to, że ogarnęli ten konkurs. Mam jeszcze tylko drobne uwagi odnośnie kategorii. Chodzi mi o to, że parę osób przy gablotach nie było zadowolonych m. in. z kategorii "Duży model". Chodziło im dokładnie o to, że są tam takie typy jak: popiersia, modele w dużej skali oraz np. konne czy motor... No tak, ale po co (na razie) tworzyć oddzielne kategorie, skoro tych prac w sumie było tyle, że na jedną właśnie wystarczyło i tak trzeba by było łączyć jakoś... Jeśli się okaże, że pojawi się 20 modeli popiersi, to wtedy można o tym pomyśleć, by stworzyć oddzielną kategorię... Ale tak to chyba nie ma potrzeby, poza tym konkursy modelarskie, takie militarne to praktycznie 100% modelarskiego kalendarza w Polsce, więc mało kto dowie się, że w małym, raczkującym konkursie SoD dopuszcza się modele historyczne. To był dopiero pierwszy konkurs, a gro ludzi już widziało to, czego nie ma w innych. No bo JESZCZE nie ma. Normalne. To przecież oczywiste, że pytając pierwszego lepszego modelarza lotniczego o konkursy cykliczne w Polsce, na które się wybierał, odpowie: Żywiec, Ostrów Wlkp. itp.
Natomiast jeśli chodzi o kategorie z modelami pojedynczymi, to tutaj mi się bardzo podobało, bo wszystkie były w podobnej skali i można było je jakoś normalnie porównać. Nie wiem do końca, gdzie umieścić modele kawaleryjskie i chyba jako duże modele na razie się sprawdzają, bo to i podstawka i sztandary itp. I można ocenić popiersie stojące obok motoru, nie? Pewnie, że można, w końcu na każdą z tych praca można spojrzeć inaczej, to samo tyczy się tej "sekretarki" Stefana. Inne podejście do figurkowego modelarstwa, ale przecież wcale nie jest gorsze od konnego generała. Inne się co prawda kryteria przyjmuje przy ocenie takiej pracy, ale można jednak to ogarnąć. Mówię - może w przyszłości pojawi się tyle prac, że będzie można rozszerzyć regulamin o kolejne kategorie... Heh, no pewnie, ale kto ufunduje dodatkowe nagrody? Trzeba na to przede wszystkim zwrócić uwagę, bo sponsorów nie jest łatwo pozyskać przecież... I tu musiał być kompromis na drodze ilość kategorii/ilość nagród ufundowanych przez fundatorów. Każdy by chciał mieć kategorię do swojej pracy, dyplom i nagrodę za pierwsze trzy miejsca. A skąd na to kasę wziąć? A tu nawet były za wyróżnienia nagrody! Owszem, te nowe modele to super pomysł na reklamę - swoją drogą niezłe figurki z tego Dark Messiah, czy jak to tam się nazywa.
I to chyba tyle ode mnie. Wcześniej już trochę napisałem, więc się nie będę powtarzał

A sami pewnie macie jakieś uwagi konkursowo-organizacyjne, więc z chęcią dowiem się, co o tym myślicie jeszcze. Ja tam z perspektywy gapia jestem zadowolony, że coś się odbyło i że udało mi się dotrzeć.
A tutaj moja ulubiona fotka - luz totalny!
Click to see full-sized image
Wszystkie fotki, które zrobiłem - pod tym adresem w dziale z reportażami:
GALERIA
A na końcu jeszcze jest tam fotka, której autorem jest umpa - zrobił mi swoim aparatem podczas wieczoru towarzyskiego w gronie dyskusyjnym, gdy czekaliśmy na nocne pociągi

Dzięki!
No i oczywiście podziękowania dla wszystkich razem i każdemu z osobna:
- za "przedobiednik" z fasolką i pizzą w bufecie na dole,
- za wspólne malowanie i rozmowy,
- za wypad do "chińczyka" poprzez "włocha" i osiedla warszawskie - z wykruszającą się po drodze niecierpliwą po części ekipą, która nie doceniała długiej wędrówki połączonej z podziwianiem krajobrazu, idąc okrężną drogą (Cukier, fajno było! Ja chcę jeszcze raz!)
- człowiekowi.morze (tak, tak, Nameless ma rację, skróć tę ksywę, bo szlag trafia momentami

) za pogawędkę o rynku pracy w Polsce oraz traktowaniu pracowników i odniesieniu się do naszych "braci" z UE - całość okraszoną trafnymi komentarzami i śmiechem i oczywiście chińskim jedzeniem,
- za żarty, śmichy-chichy i wiadro złośliwości dla Mahonia i Phila
I za całe godziny wspólnego wypadu!
I oczywiście gratulacje dla wszystkich finalistów i zwycięzców w poszczególnych kategoriach! Nie pamiętam już dokładnie, kto co zdobył, ale wiemy o co chodzi
Zrobię fotki tego swojego paskuda jeszcze, to rzucę do oceny.
...
A w drodze powrotnej miałem pełny przedział Polaków i jednego Niemca, który w nocy oglądał film na ekranie laptopa i dźwięku słuchał przez słuchawki. I znów ktoś chrapał całą noc...
Starczy, nie? Chyba muszę iść na jakiś odwyk... Dobranoc
