Click to see full-sized imageZabierając się za nie, wpadło mi do głowy, żeby sprawdzić jak się maluje czarne ostrza. Pasowały by mi, więc postanowiłam się sprawdzić. Od jakiegoś czasu robiłam głównie figurki o średnim standardzie, więc nie miałam okzji poeksperymentować
Miałam jednak dylemat, bo ich właściciel ciągle podsyła mi piękne modele do malowania i tak naprawdę każdą z figurek chciało by się dużo bardziej dopieścić od tego co On ode mnie oczekuje
Wpadłam na pomysł odejścia od mojej estetyki i pomalować je w komiksowym stylu.
I właściwie po długich wywodach dochodzę wreszcie do sedna sprawy:
Nie przypuszczałąm, że tak wiele można wybaczyć (skóra jest potraktowana tylko 1 kolorem, bez rozjaśnień i bez przyciemnień) wpasowując się w ten styl.
Umęczyłam się tylko trochę przy paskach, bo musiałam sprawdzić która metoda będzie mi bardziej pasować - tak na przyszłość. Część z nich jest pomalowana najpierw na czarno a potem dopiero wcelowywałam się z brązowym - to jest podobno metoda często stosowana przez zwolenników tego stylu, ale po jakości widać (bo u mnie to są te mniej staranne paseczki
Okazuje się że moim zródłem do prostego i estetycznego malowania jest ta stylistyka. O wiele więcej niedoróbek się wybacza z mocnym podziałem na elementy niż moją stałą metodą.
Czy to wporządku?
Zwykle tradycyjną metodą musiałam się dużo bardziej namęczyć żeby praca wyglądała schludnie, bo tak naprawdę to chyba to zwykle podoba się ich włąścicielom - graczom
Mam lekkiego kaca po tym eksperymencie i traktuję tą metodę jako zło konieczne. Czy słusznie?


